przemoc b8bd4

Osobiście denerwuje mnie to, że część ludzi w internecie generalizuje mówiąc, że kobiety lubią być źle traktowane, bo jak dziewczynę podrywa ułożony facet, to ta go olewa, a jak psioczy on na nią, to lata za nim jak nakręcona. Czuję się w obowiązku obalic ten mit.

Na początek muszę nadmienić, że niektórzy popierają tezę o sympatii kobiet do mężczyzn traktujących je źle własnymi doświadczeniami.

Oczywiście, parafrazując znane powiedzenie - Ile ludzi, tyle gustów. Jednak raz na pewnym forum ktoś napisał:

Roman Tyk [27.08.2011, 10:13] Wczoraj wybrałem się moją koleżanką na piwo obgadać sprawy z kobiecego punktu widzenia. Po wypiciu paru piw koleżanka wyznała mi, że lubi jak facet jest "sku*wysynem" Ja: Ale taka osoba zawsze będzie Cię krzywdzić.
Ona: Wiem, ale ja tak lubię i wszystkie inne kobiety tak mają. Jej ostatni chłopak był motocyklowcem i rzucił ją po miesiącu znajomości. Poradziła mi aby przestał być miły i dobry dla kobiet to może w końcu będę miał dziewczynę. Czemu tak jest?
Dziewczyna musiała być nieźle wstawiona skoro powiedziała, że chciałaby być krzywdzona, i nie do końca docierało do niej co autor postu do niej mówi. Jeśli niektórzy definiują męskość jako krzywdzenie kobiety, to nie jest z nim najlepiej i jak trafią na taką, której ich niby-męskie zachowanie nie spodoba się, to wyjdą na palantów. Innymi słowy, moje stanowisko jest bliskie temu co napisał niżej inny użytkownik:

Megera [27.08.2011, 17:29] Męskość to nie jest zazwyczaj kwestia bicia i poniżania. Koleżanka chyba sobie jeszcze nie do końca przemyślała sprawę i użyła niewłaściwych słów, ale intuicyjnie czuję ideę, jaką się kierowała - i tak, właściwie to wszystkie tak mamy. ;)
W innym poście ten sam użytkownik dodaje:

Megera [27.08.2011, 17:41] (...) Jak już wcześniej wspomniano, definicje męskości są różne, nie chcę zgrywać alfy i omegi więc zakładam możliwość, że istnieją kobiety, wg których męski facet chla wódę bez popity, śmierdzi potem i czasem chlaśnie przez łeb - tyle że to patologiczny margines. Jest coś takiego, zdaje się, co potocznie nazywa się "syndromem bitej żony". Mają źle i są krzywdzone, ale nie są w stanie jakkolwiek się temu przeciwstawić /choćby zostawiając dziada/, bo są patologicznie, emocjonalnie uzależnione.
Takie dysonanse biorą się stąd, że w obecnych czasach dużo mężczyzn nie potrafi dobrze używać miękkiej bądź twardej części swojego charakteru, co powoduje wynaturzenia - o czym już pisywałam. I część kobiet uważa to za dokuczliwe nawet jeśli u danego mężczyzny jest to w niewielkim stopniu. Weźmy na warsztat sytuację kiedy facet nie ma żadnych nałogów, ma dobrą pracę, jest zaradny życiowo, nawet próbuje pocieszać partnerkę i być dla niej dość ciepłym w ciężkiej niedoli i nie stosuje przemocy, ale jest generalnie dość oschły w stosunku do niej - co najczęściej widać po tonie jego głosu.

Część kobiet woli takich niż tych co tylko wpychają w nie lukrowane rogaliki z dżemem morelowym i, tańcząc w żółtych spodniach, wyśpiewują wróblim głosem Katarzynko, ma miłości, stoisz nad rzeką w białości. Przyczynę tego widzę w tym, że dostrzegają one na swojej drodze mało facetów umiejących zrównoważyć u siebie cechy kojącej maści na otarcia i cechy siekiery, lub w ogóle ich nie widzą - a nie chcą żyć samotnie, mają duże potrzeby, lub potrzebują poczucia bezpieczeństwa.

Co do poczucia bezpieczeństwa, mam tu na myśli, że np. jak ktoś będzie chciał zgwałcić kobietę - jej facet stanie w jej obronie, lub jak ona złamie sobie nogę idąc po zakupy, to jej facet zrobi konieczną przerwę w pracy, by pojechać do niej do szpitala - udowadniając tym swoją przyzwoitość. Jednak za poczucie bezpieczeństwa uważam też to, że mężczyzna nie mruknie, choćby spokojnie, czegoś w stylu wyglądasz jak dziwka - gdy jego partnerka założy tylko odrobinkę krótszą spódnicę bądź sukienkę, która wcale nie jest mini - albo zamiatałaś głową podłogę? - gdy ma ona choć trochę nie-ułożone włosy, lub są one takie rzadko (zwłaszcza to drugie). W żadnym wypadku nie twierdzę, że nie wolno zwracać kobiecie uwagi, gdy popełni ona ewidentny błąd - jednak formę tego należy uzależnić od jej charakteru, jaki błąd popełniła, jak często go popełnia, itp.

Nikt mi nie wmówi, że wszystkie kobiety rzucą swoich facetów tylko dlatego, że są oni tak po ludzku mili i uczynni dla nich, itp. Mogą ich rzucić wtedy, gdy ci robią z siebie hiper anemiczne motylki.

Weźmy teraz na warsztat sytuację, w której kobieta zakocha się z wzajemnością jednocześnie w dwóch mężczyznach. Żaden z nich nie jest Józefem Fritzlem i obaj mają tak samo dobre zawody, są zaradni życiowo, jak ktoś ewidentnie zawini, to potrafią postawić tego kogoś do pionu i obronią niewinnego przed napastnikiem. Różnica między nimi jest jednak taka, że pierwszy z nich jest zbyt chłodny oraz przytula i jest ciepły jedynie gdy kobieta ma jakiś poważny problem, który i w jego mniemaniu jest poważny lub przynajmniej wart omówienia jedynie wtedy, gdy kobieta niepotrzebnie maże się jak beksa. Natomiast na ogół odnosi się do niej jak do średnio posłusznej córki. Toteż na partnera zostanie wybrany ten drugi.

Po tym co czytam w sieci widzę, że dużej ilości osób nie przychodzi do głowy, że część kobiet pragnie związku w typie relacji między kotem domowym i jego opiekunem. Kota można wychowywać i nauczyć, by przestrzegał pewnych reguł i nie robił szkód w domostwie, np. nie drapał mebli. Jednak to zwierzątko niezależne i jak coś mu się ewidentnie nie spodoba, np. gdy gotujący obiad opiekun przepędzi go opryskliwie, podczas gdy zwierzak jedynie podszedł do niego, lub będzie go zmuszał do pieszczot, gdy on tego nie chce - będzie gryźć lub drapać. Przekładając to na relacje czysto-międzyludzkie, owa grupa kobiet pragnie partnera będącego kombinacją dobrego ojca, brata, kolegi ze szkoły, kochanka i nauczyciela.

Tu jeszcze jeden ciekawy cytat:

Choć zazwyczaj sobie tego nie uświadamia, postępuje według następującego wzoru: "Skoro ja jestem nic nie wart, to osoba, która mnie akceptuje, też musi być niewiele warta. Inaczej zauważyłaby, że jestem do niczego. Ten, kto mnie odrzucił, musi być lepszy ode mnie. Przecież właśnie to, że mnie nie chce, lekceważy, nie kocha - potwierdza moją bezwartościowość, która jest niezaprzeczalnym faktem. Kiedy jednak w końcu zasłużę na nią/niego będzie to oznaczało, że ja też jestem coś wart. Gdy on/ona mnie zechce, poczuję się kimś ważnym i będę szczęśliwy.
Fragment pochodzi z artykułu autorstwa Pani Joanny Godeckiej pt. "Dlaczego kobiety kochają drani?", pochodzącego z serwisu sympatia.pl. [ Serwis Sympatia.pl wyraża zgodę na udostępnienie tego artykułu na stronach innych serwisów internetowych. Warunkiem opublikowania artykułu jest umieszczenie w jego sąsiedztwie następującej informacji: "Artykuł pochodzi z serwisu Sympatia.pl" oraz przekierowania na stronę: http://sympatia.onet.pl Treść artykułu należy skopiować w całości, podając autora i nie zmieniając jego treści ]merytorycznej. ]

Zachęcam Państwa gorąco do przeczytania całego artykułu. Mówi on o tym czemu zarówno część kobiet jak i część mężczyzn poprzez niską samoocenę wchodzi w związki z osobą, która traktuje ich źle oraz jak zapobiec takiej sytuacji gdy samemu ma się niską samoocenę.

    Fot: www.fronda.pl
Zobacz także: